O autorze
Łukasz Krasoń – Nazywają mnie różnie (Dr. Action, polski Nick Vujicic), ja jednak chyba najbardziej lubię „spełniający się marzyciel”. W wieku 7 lat wylądowałem na wózku inwalidzkim. Wtedy też zacząłem wykształcać to co dzisiaj jest inspiracją dla tysięcy ludzi. Od najmłodszych lat, codziennie praktykuję i ulepszam cechy takie jak: cierpliwość, wiara w siebie, upór, pomysłowość, pozytywne myślenie, odwaga, determinacja, akceptacja.

Przemawiałem na największych wydarzeniach motywacyjnych w Polsce, inspirowałem Polonię w Stanach Zjednoczonych. Napisałem wspólnie z żoną książkę „Wstań i Jedź – niemożliwe jest osiągalne”. Pomagam ludziom odkryć w sobie wartość i zrealizować swoje plany i marzenia pokazując im, że szkoda czasu na narzekanie, a przedsiębiorcom, że nie ma problemu, który może być większy od nich. Można znaleźć mnie na Facebooku.

Uratuj życie sąsiadowi w Święta

Internet
Okres świąteczny wchodzi w kulminacyjną fazę. Zakupy, przygotowania do Wigilii, dekorowanie choinki. Dla wielu Święta to najpiękniejszy okres w roku, ale nie dla wszystkich. Święta niosą za sobą także niechlubną statystykę. Według danych Komendy Głównej Policji w roku 2014 liczba osób skutecznie targających się na własne życie sięgnęła aż 6165. Dla porównania liczba ofiar śmiertelnych wypadków drogowych wyniosła w tym samym okresie nieco ponad 4. tysiące. Co najbardziej zatrważające dla mnie w tej statystyce to fakt, że to właśnie w Święta samobójstw jest najwięcej.

Przyczyn dlaczego ktoś chce skończyć z własnym życiem może być wiele: problemy finansowe, problemy w związku, choroba psychiczna, brak akceptacji ze strony środowiska, poczucie wyautowania z życia. Ja jednak nie na przyczynach chciałbym się skupić, ale na aspekcie doboru daty na taki ostateczny krok.



Święta to przede wszystkim czas rodzinnych i przyjacielskich spotkań. Ludzie spotykają się, życzą sobie pomyślności i zdrowia, wręczają prezenty. W powietrzu unosi się wręcz potrzeba bycia z kimś. Włączamy telewizor i widzimy ludzi razem, otwieramy Internet i zalewają nas zdjęcia znajomych przy wigilijnym stole.

Co jednak z tymi, którzy musieli zostać w pracy do późna i nie mieli możliwości nikogo odwiedzić? Co z tymi, którzy zmagają się z życiem samotnie, nie wrzucają zdjęć na Facebooku i czekają aż Święta się skończą? Co z tymi wszystkimi, którym ta wszechobecna radość Świąt uświadamia jedynie jeszcze bardziej ich poczucie beznadziejności, samotności, frustracji czy innego negatywnego stanu, który ich dręczy?

Pamiętam bardzo dobrze co to znaczy być samotnym w środku, i czuć, że piękno tego świata jest tak cholernie daleko mimo, że znajduje się tak blisko. Samotność jest jak akcelerometr podkręcający emocje. Dla jednych będzie ona bodźcem do diametralnych zmian w życiu na lepsze. Dla drugich zaś może być gwoździem do trumny. Ludzka potrzeba bycia wysłuchanym, akceptowanym, bycia częścią jakiejś społeczności, potęgowana kanonami i stereotypami, prowadzi często do kulminacji właśnie w okresie Świąt. Osoba, która jest w samym środku takiej kulminacji niekoniecznie będzie nawet o tym wiedzieć. Dla niej świat będzie po prostu smutny i niewarty zachodu.

I tutaj dochodzimy moim zdaniem do sedna całej sprawy. W perspektywie czasu problemy jakie trapią nasze społeczeństwo są podobne. Wspomniane wyżej kłopoty finansowe czy zawody miłosne były, są i najprawdopodobniej będą obecne w naszym życiu. Jest jednak czynnik, który uległ w ostatnich latach znaczącemu pogorszeniu. Ten czynnik to czas poświęcany innym ludziom.

Coraz intensywniejszy tryb życia wymusza poniekąd na nas większe skupienie na naszych obowiązkach i zobowiązaniach. Zamiast 8 godzin w pracy spędzamy nierzadko 12 godzin i więcej. To odbija się na nas, ale także na naszych bliskich. Jeśli mamy mocny charakter, ustalone cele i plan na życie to szanse przejścia przez kryzys (jeśli się pojawi) jest i tak wysoki. Niestety nie wszyscy są w takiej uprzywilejowanej pozycji. Dla nich często rozmowa z drugim człowiekiem (nie musi być to nawet ktoś bliski) jest swego rodzaju odskocznią i inspiracją do jeszcze jednej próby zawalczenia o lepsze jutro. Taka rozmowa, taka chwila uwagi, może zadziałać jak antidotum zmieniające bieg życia i rozpędzić kłębiące się w głowie czarne myśli. Pędząc od zadania do zadania nie jesteśmy w stanie nikogo zainspirować, tak samo jak nikt nie będzie w stanie zrobić tego z nami. W takim biegu znacznie trudniej jest także zauważyć nam sygnał „ratuj, rozpaczliwie potrzebuje pomocy” w czyichś oczach.

W krajach gdzie relacje międzyludzkie są stawiane na piedestale, odsetek samobójstw jest znacznie niższy, niż w krajach zachodu, gdzie tego kontaktu jest mniej. I to pomimo nieporównywalnie gorszej tzw. stopy życiowej.

Co więc robić? Dbać o relacje z ludźmi w około. Telefon, niespodziewana wizyta, czy rozmowa poprzez komunikator może wpłynąć nie tylko na nas, ale także być wybawieniem dla drugiej strony.

W polskiej tradycji zostawiamy jedno wolne miejsce dla zabłąkanego wędrowca, tak aby mógł on z nami celebrować świąteczną kolację. Być może warto pójść właśnie tym tropem? Zastanowić się, kto w naszym otoczeniu - wśród sąsiadów, wśród znajomych czy kolegów z pracy, może potrzebować okazania ciepła? W jaki sposób można by pomóc? Pozwól, że coś Ci zaproponuje. A może by tak odwiedzić kogoś ekstra w najbliższym czasie?

Nie jest łatwo naprawić ludzkie problemy. Wymaga to czasu i przede wszystkim szczerych chęci. W zdobywaniu obu możemy jednak pomóc. Każdy może być inspiracją dla każdego, każdy może być ratunkiem przed krokiem ostatecznym... nawet o tym nie wiedząc.
Trwa ładowanie komentarzy...